Strona 1 z 21, 2


30 Kwi 2002, 06:28
Wojciech Orlinski

       From:

| Nie opłaca się. Wolałbym pałac, buicka rocznik 1936 i pięcioosobową służbę.

No tak, ale Ty jesteś sybarytą, i jeśli tylko masz pałac, to nie będzie Ci
przeszkadzał brak opieki medycznej,



Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
istnienie opieki medycznej.

Ja: Nie lubię mango, bo są za słodkie.
Ty: Bardziej od innych? Zwłaszcza lichi?
Ja: Jedno drugiemu nie przeszkadza.
Ty: Znaczy, nie lubisz owoców jako takich?

Nie, to znaczy, że istnieje szereg krzykliwych, nachalnych filozofii, i pm
jest jedną z tych właśnie krzykliwych, nachalnych filozofii, a ja nie lubię
krzykliwych, nachalnych filozofii.



A są jakieś niekrzykliwe i nienachalne? Filozofia sama w sobie jest namolna.

Mniejsza o to.  Nabokov zaś się bawił, nie udawał, że robi cokolwiek innego
-- tyle, że nie bawił się kawałeczkiem sznurka, a czytelnikiem.
Zaskoczyłeś mnie swą niechęcią do tego pisarza -- znając styl jego i styl
Twój, znając trochę Twoje czytelnicze i filozoficzne upodobania byłem
święcie przekonany, że jest jednym z Twoich ulubionych pisarzy.  Oto, jak
mało wiem.



E, spoko - nie mówię, że nie lubię, tylko że za słabo znam, żeby dysputować.

Myślę, że się mylisz, ale zbyt słabo pamiętam lektury filozoficzne z liceum
i studiów (każdy kiedyś się interesuje filozofią, to jest jak pryszcze,
odra albo pisanie wierszy), żeby móc Ci teraz wymienić konkrety.
W tej chwili przychodzi mi w zasadzie na myśl Kartezjusz z jego
solipsyzującymi tekstami na t-shirty, tak że trudno -- nie będę się tu
dalej wykłócał.



A szkoda, bo to ciekawy temat. Rzecz w tym, że Kartezjusz należał do
tego samego cyklu filozofów, którzy mówili, że ich poprzednicy nie mieli
zielonego pojęcia o tym, Skąd Wiemy Że Coś Wiemy albo Że Słowa Znaczą To
Co Znaczą i teraz to oni właśnie to wyjaśnią bez żadnych wątpliwości.
Konkretnie Kartezjusz był założycielem europejskiego racjonalizmu, który
szukał wiedzy o wiedzy w czystym rozumie. Co potem oczywiście słusznie
wyśmiał Kant, proponując jednak za to własne - równie naiwne -
rozwiązania. Dopiero postmoderniści wracają do presokratyków twierdząc,
że za cholerę nie wiemy, czy coś wiemy, a słowa to tylko znaczki o znaczkach.




30 Kwi 2002, 06:55
Michał Półrola


|       From:

| Nie opłaca się. Wolałbym pałac, buicka rocznik 1936 i pięcioosobową służbę.

| No tak, ale Ty jesteś sybarytą, i jeśli tylko masz pałac, to nie będzie Ci
| przeszkadzał brak opieki medycznej,

Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
istnienie opieki medycznej.



Zęby ci się nie psują? Nie myjesz ich pastą?
Okularów nie nosisz ?


30 Kwi 2002, 12:15
Wojciech Orlinski


| Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
| istnienie opieki medycznej.

Zęby ci się nie psują? Nie myjesz ich pastą?



W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.

Okularów nie nosisz ?



Nie. Za to teraz, kurna, siedzę w cyberkawiarni i dowiedziałem się
mailem, że będę miał urlop skrócony o parę dni, bo za wielką wodą
przyśpieszyli pokaz pewnego filmu sajens fikszyn i muszę w sobotę o
szóstej czterdzieści meldować się na lotnisku. Zgoda, że to fajnie że

przefruwające wielką wodę w symboliczne paręnaście godzin, ale kurna
wolałbym jednak mieć dłuższy urlop i np. płynąć gdzieś parę miesięcy
statkiem (na koszt firmy).


30 Kwi 2002, 12:29
Michal Pasternak



| Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
| istnienie opieki medycznej.

| Zęby ci się nie psują? Nie myjesz ich pastą?

W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.

| Okularów nie nosisz ?

Nie. Za to teraz, kurna, siedzę w cyberkawiarni i dowiedziałem się
mailem, że będę miał urlop skrócony o parę dni, bo za wielką wodą
przyśpieszyli pokaz pewnego filmu sajens fikszyn i muszę w sobotę o
szóstej czterdzieści meldować się na lotnisku. Zgoda, że to fajnie że

przefruwające wielką wodę w symboliczne paręnaście godzin, ale kurna
wolałbym jednak mieć dłuższy urlop i np. płynąć gdzieś parę miesięcy
statkiem (na koszt firmy).



Szkoda, ze Titanic skonczyl juz swoja kariere.




30 Kwi 2002, 18:23
Michał Półrola



| Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
| istnienie opieki medycznej.

| Zęby ci się nie psują? Nie myjesz ich pastą?

W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.



Pasty z fluorem raczej nie.  Ani ceramicznych plomb i paru innych rzeczy.
Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/


1 Maj 2002, 19:35
Bart Ogryczak


| Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
| istnienie opieki medycznej.
| Zęby ci się nie psują? Nie myjesz ich pastą?
W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.



Tak. Proszek. Powiedzmy, że Ci zęby by nie powypadały tak od razu,
mimo braku fluoru.
No ale a propos tego, że nie rozchorowałbyś się.
Sprawdź jakie przeszedłeś sczepienia i które z nich były dostępne w 1936.
Sprawdź które powszechnie dostępne leki wtedy istniały
(i czym by się skończyła bez nich np. angina)
Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.

bart


2 Maj 2002, 04:38
Jacek Popławski


Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.



Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)


2 Maj 2002, 12:46
Bart Ogryczak



| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.  
Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)



Znaczy, jest takie rozpuszczalne cappuccino. Tak ma się
do prawdziwego cappuccino jak demokracja ludowa do demokracji.

bart


2 Maj 2002, 14:24
Jacek Popławski


| Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)

Znaczy, jest takie rozpuszczalne cappuccino.



Ah, ja cappuccino nie pijam.


2 Maj 2002, 16:16
Bart Ogryczak



| Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)
| Znaczy, jest takie rozpuszczalne cappuccino.
Ah, ja cappuccino nie pijam.



Nie znasz się. ;-

bart


3 Maj 2002, 03:50
Ewa Pawelec



| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.
Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)



Ja widzialam Jedyna Porzadna kawe z magnezem. Wyglada ona tak -
filizanka porzadnej kawy + kostka czekolady 70%. Daja m.in. w kafejce
stolowki pracowniczej, do ktorej uczeszczam.

Kostka, oczywiscie, oddzielnie do lapki. Jak ktos ma duze poklady uroku
osobistego, to moze dostac dwie (ale znam tylko jednego, co tak potrafi
z pan wycyganic).

EwaP HF FH


3 Maj 2002, 04:04
Jacek Popławski


Ja widzialam Jedyna Porzadna kawe z magnezem. Wyglada ona tak -
filizanka porzadnej kawy + kostka czekolady 70%.



W czekoladzie jest magnez?


3 Maj 2002, 04:06
Ewa Pawelec



| Ja widzialam Jedyna Porzadna kawe z magnezem. Wyglada ona tak -
| filizanka porzadnej kawy + kostka czekolady 70%.
W czekoladzie jest magnez?



Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
czekolada, tym lepiej.

EwaP HF FH


3 Maj 2002, 04:22
Piotr Meyer


Teraz podobno jest nawet kawa z magnezem ;)



W moim prywatnym rankingu na razie prowadzi woda źródlana z witaminą E.
Dawno się tego uczyłem, ale szybkie sprawdzenie źródeł uajwniło, że owa
witamina nalezy do grupy rozpuszczalnych w tłuszczach...

Pozdrawiam,
Piotr 'aniou' Meyer


3 Maj 2002, 06:10
Jacek Popławski


| Ja widzialam Jedyna Porzadna kawe z magnezem. Wyglada ona tak -
| filizanka porzadnej kawy + kostka czekolady 70%.

| W czekoladzie jest magnez?

Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
czekolada, tym lepiej.



To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
sposób jak kawa?


3 Maj 2002, 06:36
Ewa Pawelec


| Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| czekolada, tym lepiej.
To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
sposób jak kawa?



Na oba pytania odpowiem - nie wiem :)

EwaP HF FH


3 Maj 2002, 12:54
Tomasz Szcześniak


| W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.
Pasty z fluorem raczej nie.  Ani ceramicznych plomb i paru innych rzeczy.



Ceramiczne akurat chyba były, ale nie będe się spierał.

Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/



Za to jakie wtedy radia były :( (Że o samochodach nie wspomnę :)


3 Maj 2002, 14:09
Robert Redziak



| Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/

Za to jakie wtedy radia były :( (Że o samochodach nie wspomnę :)



 Było wtedy dużo pięknych rzeczy, o których dziś tylko
 pomarzyć...

 Pozdrawiam.


3 Maj 2002, 14:51
Piotr Sieklucki

Also sprach Tomasz Szcześniak:

:Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
:
: Za to jakie wtedy radia były :(

Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?


3 Maj 2002, 15:57
Robert Redziak

On 3 May 2002 18:41:28 GMT, Piotr Sieklucki

:Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
:
: Za to jakie wtedy radia były :(

Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?



 Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
 wyglądem. Poza tym jest jeszcze sporo egzemplarzy, które pracują
 -- to chyba dobrze świadczy o jakości wyrobów z tamtego okresu w
 przeciwieństwie do większości masowej produkcji z lat obecnych.

 Pozdrawiam.


3 Maj 2002, 16:20
Piotr Sieklucki

Also sprach Robert Redziak:

:Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?
:
:  Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
:  wyglądem.

Ja tam piękna w nich nie widzę. Radio ma grać, a nie wyglądać.

:  Poza tym jest jeszcze sporo egzemplarzy, które pracują
:  -- to chyba dobrze świadczy o jakości wyrobów z tamtego okresu w
:  przeciwieństwie do większości masowej produkcji z lat obecnych.

Jeśli technika rozwija się stosunkowo powoli, a wyprodukowanie urządzenia
jest drogie, to można bawić się w solidną konstrukcję -- na długą metę
wyjdzie taniej. Obecnie szybciej zmieniają się technologie (RDS, sieci
cyfrowe), a wyprodukowanie nowego egzemplarza jest tańsze od naprawy
starego, więc nikt też nie marnuje pieniędzy na duże marginesy w konstrukcji.


3 Maj 2002, 16:22
Jarek Hirny


 Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
 wyglądem. Poza tym jest jeszcze sporo egzemplarzy, które pracują
 -- to chyba dobrze świadczy o jakości wyrobów z tamtego okresu w
 przeciwieństwie do większości masowej produkcji z lat obecnych.



Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?


3 Maj 2002, 17:41
Robert Redziak



Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?



 Problem w tym, że niektóre nie chcą działać po pięciu.

 Pozdrawiam.


3 Maj 2002, 17:45
Robert Redziak

On 3 May 2002 20:14:30 GMT, Piotr Sieklucki

:Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?
:
:  Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
:  wyglądem.

Ja tam piękna w nich nie widzę. Radio ma grać, a nie wyglądać.



 To już wiem, skąd się biorą te wynalazki świecące wszystkimi
 kolorami jak koraliki z odpustu, uchodzące za sprzęt grający.
 Pozostanę jednak zwolennikiem wzornictwa przemysłowego sprzed
 lat.

Jeśli technika rozwija się stosunkowo powoli, a wyprodukowanie urządzenia
jest drogie, to można bawić się w solidną konstrukcję -- na długą metę
wyjdzie taniej. Obecnie szybciej zmieniają się technologie (RDS, sieci
cyfrowe), a wyprodukowanie nowego egzemplarza jest tańsze od naprawy
starego, więc nikt też nie marnuje pieniędzy na duże marginesy w konstrukcji.



 Szkoda tylko, że zasoby Ziemi nie są niewyczerpalne, a recycling
 tak naprawdę jest wciąż w powijakach.

 Pozdrawiam.


3 Maj 2002, 17:46
Jarek Hirny


| Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
| sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?

 Problem w tym, że niektóre nie chcą działać po pięciu.



Ja myślę, że sześćdziesiąt lat temu też takich było sporo. Tylko nie
przetrwały do dzisiaj, bo się, well, zepsuły. I niekoniecznie kogokolwiek
obchodziły.


3 Maj 2002, 17:48
Robert Redziak



| Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
| sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?

|  Problem w tym, że niektóre nie chcą działać po pięciu.

Ja myślę, że sześćdziesiąt lat temu też takich było sporo. Tylko nie
przetrwały do dzisiaj, bo się, well, zepsuły. I niekoniecznie kogokolwiek
obchodziły.



 Jak to Psiekl już zauważył, dziś nie opłaca się produkować
 rzeczy naprawdę trwałych. I tu przede wszystkim leży pies...

 Pozdrawiam.


3 Maj 2002, 18:02
Tomasz Szcześniak


| Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| czekolada, tym lepiej.
To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
sposób jak kawa?



Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.


3 Maj 2002, 18:02
Tomasz Szcześniak


Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.



Zapewne nie, i może dlatego wtedy jedzenia się lepiej nadawało do jedzenia.


3 Maj 2002, 18:02
Tomasz Szcześniak


Also sprach Tomasz Szcześniak:
:Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
: Za to jakie wtedy radia były :(
Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?



Były też małe. Żabyś się nawet nie zdziwił, że w to potrafiło radio wejść :)
Były  (w większości) duże, bo po pierwsze był to w zasadzie mebel i to nie
tani, dzięki czemu miały elegencki wygląd i ozdabiały wnętrze. A już bardziej
luksusowe modele to były niemalże dzieła sztuki (użytkowej) [1]
W dużej skrzynce można było mieć duży głośnik [2]. Takie radio miało moc audio
około 3 - 4W (tyle dawała praktycznie wyłącznie używana w drugiej połowie lat
30-tych pentoda głośnikowa AL4), a można było robić imprezy w dużym pokoju
na kilkadziesiąt osób i nie było za cicho. Co do trwałości może wystarczyć fakt
że mam też radia ponad 70-letnie i nadal grają.
Na jakość dźwięku też nie mogę narzekać, zwłaszcza w superach. Remontuję
właśnie mój nowy nabytek - Elektrit Super 5GZ, z 1934 roku - gra pięknie,
był jednak w międzyczasie naprawiany i trochę mu zmieniono układ, przywracam
go do oryginału. Bardzo rzadki dzisiaj odbiornik [4]

[1] Pod koniec lat 30-tych niestety im zaczęło to już przechodzić - skrzynki
się robiły coraz bardziej nudne i nijakie
[2] Jak ja widzę radiomagnetodon 2x50W [3] z głośniczkami średnicy 10cm to
mnie śmiech bierze, nic dziwnego, że aby było głośno to trzeba moc żyłować,
a że taki mały głośniczek pędzony taką mocą to skrzeczy a nie gra? Niesitotne,
ważne są dB.

[4] A pochwaliłem się, co mi szkodzi :)


3 Maj 2002, 18:15
Bart Ogryczak




| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.  
Zapewne nie, i może dlatego wtedy jedzenia się lepiej nadawało do jedzenia.



Taa.. napewno.

bart


3 Maj 2002, 18:20
Tomasz Szcześniak


| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.  
| Zapewne nie, i może dlatego wtedy jedzenia się lepiej nadawało do jedzenia.
Taa.. napewno.



Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez chemii,
dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.


3 Maj 2002, 18:35
Bart Ogryczak




| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.  
| Zapewne nie, i może dlatego wtedy jedzenia się lepiej nadawało do jedzenia.
| Taa.. napewno.

Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez chemii,
dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.



A może pamiętasz jak wyglądały warzywa i owoce za czasów PRL-u,
kiedy dobrej jakości nawozy i pestycydy były mało dostępne?

bart


3 Maj 2002, 21:41
Jacek Popławski


| Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| czekolada, tym lepiej.
| To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
| sposób jak kawa?

Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.



Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?


4 Maj 2002, 10:44
Ewa Pawelec



| Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
| sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?
Problem w tym, że niektóre nie chcą działać po pięciu.



Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica
magnetofonowa dziala doskonale. Podobnie z magnetofonem, ktory ojciec
kupil mniej wiecej w tym samym czasie dla mnie, a ktory w tej chwili
uzytkuje moje dziecko. Jasne, ze ja juz go nie chce - jest mono i na
dodatek dzwiek ma nie tak fajny jak te nowsze, ale FUDy z piecioma
latami to lekka przesada...

EwaP HF FH


4 Maj 2002, 13:08
Robert Redziak



Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica
magnetofonowa dziala doskonale. Podobnie z magnetofonem, ktory ojciec
kupil mniej wiecej w tym samym czasie dla mnie, a ktory w tej chwili
uzytkuje moje dziecko. Jasne, ze ja juz go nie chce - jest mono i na
dodatek dzwiek ma nie tak fajny jak te nowsze, ale FUDy z piecioma
latami to lekka przesada...



 Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
 półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
 albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi. Owszem, jest
 sporo sprzętu, który działa dłużej, ale mnóstwo popularnego
 sprzętu lubi się popsuć zanim minie mu te pięć lat. To nie jest
 przesada, to smutna rzeczywistość, a nie każdego stać na sprzęt
 za x*10^4 PLN (prawdę mówiąc mnie taki nie potrzebny, i tak nie
 usłyszę wysokich tonów).

 Pozdrawiam.


4 Maj 2002, 13:16
Robert Redziak

On 4 May 2002 17:08:05 GMT, Robert Redziak

 Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
 półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
 albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi. Owszem, jest



 Z offu: te płyty są tłoczone, nie wypalane. Co więcej,
 magnetofon też od dziecka ma jakiś problem egzystencjalny...

 Pozdrawiam.


4 Maj 2002, 13:16
Ewa Pawelec


Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi. Owszem, jest
sporo sprzętu, który działa dłużej, ale mnóstwo popularnego
sprzętu lubi się popsuć zanim minie mu te pięć lat. To nie jest
przesada, to smutna rzeczywistość, a nie każdego stać na sprzęt
za x*10^4 PLN (prawdę mówiąc mnie taki nie potrzebny, i tak nie
usłyszę wysokich tonów).



Juppi. Tylko, ze w tym momencie to siejesz ciezkiego FUD-a, porownujac
stare, zazwyczaj wlasnie kosztowne radia z dzisiejsza _popularna_
sieczka. Wlasnie taka, ktora zeszla z wyzyn. BTW kinda, kurde, magic,
ale nasza miniwieza (Panasonic?) ma juz chyba co najmniej 5 lat, a
telewyzol (Sanyo) 8. Zadnych zauwazalnych zmian w dzialaniu nie
stwierdzono (no dobra, telewyzol wyrczy jezeli go wylaczyc samym
pilotem, trzeba wdusic guziczek)... Wlasnie sie zastanawiam ile juz ma
moj walkman - tez panasonic. Jak na razie wytarly mu sie piankowe
okladki na sluchawki i wsciekle szukam takich okladek, bo sluchawki sa
swietne, a niestety, wieksze niz standard (kupilam okladki, okazaly sie
za male :/). Tez chyba ma ponad 5...

EwaP HF FH zaciekawiona swiatem


4 Maj 2002, 14:50
Krzysztof Zietara



| Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| czekolada, tym lepiej.
| To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
| sposób jak kawa?

| Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.

Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?



A z jakiej okazji miałaby?

Tarhimdugurth


4 Maj 2002, 15:18
Jacek Popławski


| To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
| sposób jak kawa?

| Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.

| Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?

A z jakiej okazji miałaby?



To co takiego dobrego zawiera czekolada? I dlaczego kojarzy mi się w działaniu
z kawą?


4 Maj 2002, 17:08
Sławomir Białek


Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica



No tak.. 20 lat temu...
Ja też mam telewizor Sanyo - 15 lat, intensywnie eksploatowany
(nie przeze mnie) i działa bez problemu. Ale radiomag. philipsa,
które ma niecałe 2 lata juz szlag trafia. Radiomag. Sony już trafił,
prawie równie młody. Świat schodzi na psy :)

--c


4 Maj 2002, 18:40
Krzysztof Zietara


Jeśli technika rozwija się stosunkowo powoli, a wyprodukowanie urządzenia
jest drogie, to można bawić się w solidną konstrukcję -- na długą metę
wyjdzie taniej. Obecnie szybciej zmieniają się technologie (RDS, sieci
cyfrowe), a wyprodukowanie nowego egzemplarza jest tańsze od naprawy
starego, więc nikt też nie marnuje pieniędzy na duże marginesy w konstrukcji.



Tia. A mnie to irytuje. Nie lubię, cholera. Destructozol mi się
przypomina.

Piotr Sieklucki      IA & ISNS UW student         UIN: 3141856      RLU #134868



Tarhimdugurth


4 Maj 2002, 18:40
Krzysztof Zietara


| Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez chemii,
| dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
| urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.

A może pamiętasz jak wyglądały warzywa i owoce za czasów PRL-u,
kiedy dobrej jakości nawozy i pestycydy były mało dostępne?



Wyglądały? Różnie. Poza sezonem gorzej. Smakować bynajmniej gorzej nie
smakowały.

bart



Tarhimdugurth


4 Maj 2002, 19:30
Piotr Sieklucki

Also sprach Krzysztof Zietara:

:cyfrowe), a wyprodukowanie nowego egzemplarza jest tańsze od naprawy
:starego, więc nikt też nie marnuje pieniędzy na duże marginesy w konstrukcji.
:
: Tia. A mnie to irytuje. Nie lubię, cholera. Destructozol mi się
: przypomina.

E, przesada.


4 Maj 2002, 19:30
Piotr Sieklucki

Also sprach Robert Redziak:

:Ja tam piękna w nich nie widzę. Radio ma grać, a nie wyglądać.
:
:  To już wiem, skąd się biorą te wynalazki świecące wszystkimi
:  kolorami jak koraliki z odpustu, uchodzące za sprzęt grający.
:  Pozostanę jednak zwolennikiem wzornictwa przemysłowego sprzed
:  lat.

Ja tam jestem wielkim fanem wzornictwa pt. czarna/srebrna skrzynka, bez
obłych kształtów, z minimalną ilością gałek/przycisków/wyświetlaczy.

:  Szkoda tylko, że zasoby Ziemi nie są niewyczerpalne, a recycling
:  tak naprawdę jest wciąż w powijakach.

Wolę zapłacić za recycling niż używać przestarzałego szajsu.


4 Maj 2002, 19:40
Piotr Sieklucki

Also sprach Tomasz Szcześniak:

::Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
:: Za to jakie wtedy radia były :(
:Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?
:
: Były też małe. Żabyś się nawet nie zdziwił, że w to potrafiło radio wejść :)

Jak małe? Takie jak najmniejsze powszechnie dostępne obecnie, tj. mniej
więcej 5x3x1 cm?

: Były  (w większości) duże, bo po pierwsze był to w zasadzie mebel i to nie
: tani, dzięki czemu miały elegencki wygląd i ozdabiały wnętrze. A już bardziej
: luksusowe modele to były niemalże dzieła sztuki (użytkowej) [1]

Elegancki [1] wygląd, ozdabia wnętrze, nie tani... mieliśmy mówić o radiach,
nie o Macintoshash.

: W dużej skrzynce można było mieć duży głośnik [2]. Takie radio miało moc audio
: około 3 - 4W (tyle dawała praktycznie wyłącznie używana w drugiej połowie lat
: 30-tych pentoda głośnikowa AL4), a można było robić imprezy w dużym pokoju
: na kilkadziesiąt osób i nie było za cicho.

Aparatem fotograficznym też można wbijać gwoździe. Radio to radio, nie
należy mylić go z piecem i kolumnami (na dodatek w jednym).

: Co do trwałości może wystarczyć fakt
: że mam też radia ponad 70-letnie i nadal grają.

Nie jestem elektronikiem, ale mam silne przypuszczenia, że technika
solid state jest jednak trochę trwalsza od lamp.

: Na jakość dźwięku też nie mogę narzekać, zwłaszcza w superach. Remontuję
: właśnie mój nowy nabytek - Elektrit Super 5GZ, z 1934 roku - gra pięknie,
: był jednak w międzyczasie naprawiany i trochę mu zmieniono układ, przywracam
: go do oryginału.

Zwłaszcza w superach. Tak, oczywiście, nie da się ukryć, że Rolls Royce
z lat 30-tych ma o wiele lepsze parametry i jest ładniejszy od Fiata z lat
80-tych, ale to jeszcze nie powód, by twierdzić, że samochody z lat 30-tych
to ósmy cud świata.

[1] Dla pewnych wartości tego słowa.


4 Maj 2002, 19:50
Bart Ogryczak



| Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez chemii,
| dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
| urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.

| A może pamiętasz jak wyglądały warzywa i owoce za czasów PRL-u,
| kiedy dobrej jakości nawozy i pestycydy były mało dostępne?

Wyglądały? Różnie. Poza sezonem gorzej. Smakować bynajmniej gorzej nie
smakowały.



Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,
podczas gdy teraz inne do gotowania, inne do pieczenia, jeszcze inne
na frytki. Jeden ogólnonadgniły gatunek cebuli, podczas gdy teraz kilka
różnych gatunków na sałatki, do gotowania itd. I tak z wieloma owocami
i warzywami.
Inna sprawa, że spora część warzyw i owoców w supermarketach
pochodzi np. z wysp kanaryjskich czy południowej Europy.
Więc wiadomo, że będą gorsze, skoro zbierają niedojrzałe,
żeby transport wytrzymały.
Ale to już kwestia naszych 'rolników', którym 'siem nie opłaca'.

ATSD, na pcoa to kompletny off-topic, więc proponuję EOT.

bart


5 Maj 2002, 02:55
Wojciech Orlinski


| W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.

Tak. Proszek. Powiedzmy, że Ci zęby by nie powypadały tak od razu,
mimo braku fluoru.
No ale a propos tego, że nie rozchorowałbyś się.
Sprawdź jakie przeszedłeś sczepienia i które z nich były dostępne w 1936.
Sprawdź które powszechnie dostępne leki wtedy istniały
(i czym by się skończyła bez nich np. angina)
Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.



Faktem jest, że wspomniany TDM żył w dobrym zdrowiu - mimo skrajnie
niehigienicznego trybu życia - i w pełni sił został dopiero zastrzelony
przez Armię Czerwoną wkraczającą po 17 września na polskie tereny (na to
lekarstwa nie ma chyba do dzisiaj, choć choroba znacznie ograniczyła
endemiczny zasięg).


5 Maj 2002, 02:55
Wojciech Orlinski


| Nie. Za to teraz, kurna, siedzę w cyberkawiarni i dowiedziałem się
| mailem, że będę miał urlop skrócony o parę dni, bo za wielką wodą
| przyśpieszyli pokaz pewnego filmu sajens fikszyn i muszę w sobotę o
| szóstej czterdzieści meldować się na lotnisku. Zgoda, że to fajnie że

| przefruwające wielką wodę w symboliczne paręnaście godzin, ale kurna
| wolałbym jednak mieć dłuższy urlop i np. płynąć gdzieś parę miesięcy
| statkiem (na koszt firmy).

Szkoda, ze Titanic skonczyl juz swoja kariere.



Pasażerowie pierwszej klasy się uratowali. A samoloty też się wszak
rozbijają od czasu do czasu.


5 Maj 2002, 06:33
Robert Redziak

On 4 May 2002 23:24:34 GMT, Piotr Sieklucki

:  To już wiem, skąd się biorą te wynalazki świecące wszystkimi
:  kolorami jak koraliki z odpustu, uchodzące za sprzęt grający.
:  Pozostanę jednak zwolennikiem wzornictwa przemysłowego sprzed
:  lat.

Ja tam jestem wielkim fanem wzornictwa pt. czarna/srebrna skrzynka, bez
obłych kształtów, z minimalną ilością gałek/przycisków/wyświetlaczy.



 Byłeś ostatnio w sklepie RTV? Czarne skrzynki bez obłych
 kształtów i pierdółek pozostały praktycznie tylko półkach z
 najdroższym sprzętem gdzie cały zestaw odpowiada rocznym
 dochodom przeciętnego zjadacza chleba. Wzornictwo sprzętu
 taniego, tudzież nawet tego ze średniej półki zeszło na psy.

:  Szkoda tylko, że zasoby Ziemi nie są niewyczerpalne, a recycling
:  tak naprawdę jest wciąż w powijakach.

Wolę zapłacić za recycling niż używać przestarzałego szajsu.



 Ależ możesz płacić do woli. Co z tego, skoro wciąż recycling
 ogranicza się tylko do cześci elementów, a reszta i tak wędruje
 na wysypisko?

 Zresztą zdefiniuj szajs. Czy przestarzały szajs, to pełnosprawny
 zestaw audio sprzed pięciu-dziesięciu lat, gdzie jedyną jego
 wadą jest kilka decybeli mniej w rubryczce S/N ratio, albo pasmo
 przenoszenia do 20kHz zamiast 80kHz? [1]

 r.

 [1] -- już nie pamiętam, ale to był chyba wzmacniacz z górnej
 półki -- tak, miał pasmo przenoszenia do 80kHz.


5 Maj 2002, 06:36
Bart Ogryczak



| W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.

| Tak. Proszek. Powiedzmy, że Ci zęby by nie powypadały tak od razu,
| mimo braku fluoru.
| No ale a propos tego, że nie rozchorowałbyś się.
| Sprawdź jakie przeszedłeś sczepienia i które z nich były dostępne w 1936.
| Sprawdź które powszechnie dostępne leki wtedy istniały
| (i czym by się skończyła bez nich np. angina)
| Sprawdź czy dodawano wtedy witaminy i wapno do żywności.

Faktem jest, że wspomniany TDM żył w dobrym zdrowiu - mimo skrajnie
niehigienicznego trybu życia - i w pełni sił został dopiero zastrzelony
przez Armię Czerwoną wkraczającą po 17 września na polskie tereny (na to
lekarstwa nie ma chyba do dzisiaj, choć choroba znacznie ograniczyła
endemiczny zasięg).



Ale wtedy nieco inna była definicja 'dobrego zdrowia'. Jak ktoś miał
5 zębów, to też był 'w dobrym zdrowiu'.

bart


5 Maj 2002, 06:38
Krzysztof Krzyżaniak


[..]

| Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez chemii,
| dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
| urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.

| A może pamiętasz jak wyglądały warzywa i owoce za czasów PRL-u,
| kiedy dobrej jakości nawozy i pestycydy były mało dostępne?

| Wyglądały? Różnie. Poza sezonem gorzej. Smakować bynajmniej gorzej nie
| smakowały.

Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,
podczas gdy teraz inne do gotowania, inne do pieczenia, jeszcze inne
na frytki. Jeden ogólnonadgniły gatunek cebuli, podczas gdy teraz kilka
różnych gatunków na sałatki, do gotowania itd. I tak z wieloma owocami
i warzywami.



Może w Warszawie. W moim mieście poza zimą i wczesną wiosną wybór i jakość
była podobna do "współczesnej".

  eloy


5 Maj 2002, 06:46
Robert Redziak

On 4 May 2002 23:33:40 GMT, Piotr Sieklucki

Nie jestem elektronikiem, ale mam silne przypuszczenia, że technika
solid state jest jednak trochę trwalsza od lamp.



 Ale lampy do dziś mają zastosowanie. Co prawda w zestawach
 czysto audiofilskich za tysiące dolarów, ale tam tranzystorów
 nie uświadczysz.

Zwłaszcza w superach. Tak, oczywiście, nie da się ukryć, że Rolls Royce
z lat 30-tych ma o wiele lepsze parametry i jest ładniejszy od Fiata z lat



 Parametry? Nie. Dokładność wykonania? Tak. Nie tylko
 Rolls-Royce. Bywały przypadki silników spalinowych, które
 pracowały bez uszczelki pod głowicą -- miały tak dokładnie
 spasowane powierzchnie. Produkcja masowa to dobrodziejstwo ale i
 przekleństwo -- praktycznie każdy odpowiednio zakręcony fan
 techniki samochodowej udaje się czym prędzej do opowiedniego
 warsztatu by tam poprawić to, co zostało sknocone w procesie
 produkcji.

80-tych, ale to jeszcze nie powód, by twierdzić, że samochody z lat 30-tych
to ósmy cud świata.



 Jeszcze byś się zdziwił, ile lat temu zadebiutowały rozwiązania
 techniczne jeszcze _kilka_ lat temu uważane za hi-tech. Pierwsze
 silniki z głowicami o czterech zaworach na cylinder? Początek
 dwudziestego wieku. Wtrysk paliwa? Silniki lotnicze z okolic
 pierwszej wojny światowej. Silniki doładowane? Znów lata
 międzywojenne. Wtrysk wody do silnika [1] -- druga wojna
 światowa, silniki lotnicze. Stały napęd 4x4 w autach
 nieterenowych? Jensen -- lata sześćdziesiate. Od tej pory
 właściwie do przodu poszło tylko materiałoznastwo i sterowanie
 dzięki rozwojowi elektroniki.

 Pozdrawiam.

 [1] -- minikonkurs bez nagród: po co?


5 Maj 2002, 06:48
Robert Redziak



Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,



 Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
 na polecenie mamy po owe kartofle.

 Pozdrawiam, r.


5 Maj 2002, 06:51
Bart Ogryczak


| 80-tych, ale to jeszcze nie powód, by twierdzić, że samochody z lat 30-tych
| to ósmy cud świata.

 Jeszcze byś się zdziwił, ile lat temu zadebiutowały rozwiązania
[ciach przykłady]
  Od tej pory
 właściwie do przodu poszło tylko materiałoznastwo i sterowanie
 dzięki rozwojowi elektroniki.



A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?

bart


5 Maj 2002, 06:59
Bart Ogryczak




| Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,

 Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
 na polecenie mamy po owe kartofle.



Gorzej. Musiałem je obierać. ;-P

bart


5 Maj 2002, 07:24
Asia Jedrychowska



| Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do
| wszystkiego,
Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
na polecenie mamy po owe kartofle.



z berecikiem?

a. mspanc


5 Maj 2002, 07:36
Sławomir Januszkiewicz



| Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,

|  Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
|  na polecenie mamy po owe kartofle.

Gorzej. Musiałem je obierać. ;-P



A teraz dzięki współczesnym wspaniałym pestycydom i nawozom ziemniaki
jak wiadomo rosną już obrane :-. A nawet prostokątne na frytki.
A puree zbiera sie metodą odkrywkową.

Nuter


5 Maj 2002, 07:38
Robert Redziak



|  Jeszcze byś się zdziwił, ile lat temu zadebiutowały rozwiązania
[ciach przykłady]
|   Od tej pory
|  właściwie do przodu poszło tylko materiałoznastwo i sterowanie
|  dzięki rozwojowi elektroniki.

A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?



 Masz na myśli bezpośredni wtrysk paliwa do cylindra silnika
 niskoprężnego? Messerschmitt Bf 109 wystarczy?
 http://www.flight-history.com/arch/showstory.php?contentID=18
 Sprawdź sobie, kiedy Niemcy zaczęli doń montować silnik
 Daimler-Benz DB 601A.

 Pozdrawiam.


5 Maj 2002, 07:46
Robert Redziak

On 5 May 2002 11:38:04 GMT, Robert Redziak

| A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?

 Masz na myśli bezpośredni wtrysk paliwa do cylindra silnika
 niskoprężnego? Messerschmitt Bf 109 wystarczy?
 http://www.flight-history.com/arch/showstory.php?contentID=18
 Sprawdź sobie, kiedy Niemcy zaczęli doń montować silnik
 Daimler-Benz DB 601A.



 A żebyś nie marudził, znalazłem coś jeszcze:

 http://www.sciencemuseum.org.uk/on-line/flight/flighten/antoin.asp

 silnik z wtryskiem bezpośrednim z roku 1908.

 Powtarzam, dziś to tylko materiałoznastwo i lepsze sterowanie.
 Reszta była znana już dawno.

 Pozdrawiam.


5 Maj 2002, 07:53
Bart Ogryczak




|  Jeszcze byś się zdziwił, ile lat temu zadebiutowały rozwiązania
| [ciach przykłady]
|   Od tej pory
|  właściwie do przodu poszło tylko materiałoznastwo i sterowanie
|  dzięki rozwojowi elektroniki.

| A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?
 Masz na myśli bezpośredni wtrysk paliwa do cylindra silnika
 niskoprężnego? Messerschmitt Bf 109 wystarczy?



_Działający_. Tj. zużywający mniej paliwa, przy większej mocy,
a nie tylko zwiększający moc.

bart


5 Maj 2002, 07:53
Bart Ogryczak




| Tu się nie zgodzę. Był jeden ogólnonadgniły gatunek kartofli do wszystkiego,

|  Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
|  na polecenie mamy po owe kartofle.

| Gorzej. Musiałem je obierać. ;-P

A teraz dzięki współczesnym wspaniałym pestycydom i nawozom ziemniaki
jak wiadomo rosną już obrane :-. A nawet prostokątne na frytki.
A puree zbiera sie metodą odkrywkową.



Aha ;-

bart


5 Maj 2002, 08:24
Bart Ogryczak


| Jo. A Bart to wszystko pamięta jak dziś, bo w tych czasach latał
| na polecenie mamy po owe kartofle.

z berecikiem?
a. mspanc



Bo napiszę z czym chodziłaś po arbuzy ;-P

bart wredny };-(KMPPPM,ANSP)


5 Maj 2002, 08:26
Bart Ogryczak




| | Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| | czekolada, tym lepiej.
| To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
| sposób jak kawa?
| Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.
| Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?
A z jakiej okazji miałaby?



Z takiej, że zawiera. Bo jest z kakao, które też zawiera.

bart


5 Maj 2002, 08:26
Robert Redziak



| A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?

|  Masz na myśli bezpośredni wtrysk paliwa do cylindra silnika
|  niskoprężnego? Messerschmitt Bf 109 wystarczy?

_Działający_. Tj. zużywający mniej paliwa, przy większej mocy,
a nie tylko zwiększający moc.



 Bart przestań się motać, skoro wiedzę o silnikach spalinowych
 czerpiesz z prospektów. Ten silnik działał: jak najbardziej
 zamieniał energię zawartą w paliwie na moment obrotowy
 przekazywany na śmigło. Paliwo było wtryskiwane bezpośrednio do
 cylindrów. Wiesz po co miał wtrysk? By mógł działać *w każdej
 pozycji*. Jeśli zaś przestaniesz czytać tylko fajne prospekty, a
 zagłębisz się trochę teorię silników spalinowych, to zrozumiesz
 dlaczego ten GDI jest stosunkowo oszczędny (dokładne sterowanie)
 i dlaczego jakoś nie ma wysypu silników o wtrysku bezpośrednim
 (bo wtrysk do komory poważnie utrudnia tworzenie homogenicznej
 mieszanki paliwowo-powietrznej, komplikuje budowę głowicy,
 wymaga drogich, odpornych na wysokie ciśnienia i temperaturę
 elementów, które na dodatek muszą pracować na sucho, bo benzyna
 w przeciwieństwie do oleju napędowego nie posiada praktycznie
 żadnych właściwości smarnych), a podobne efekty można uzyskać
 bardziej konwencjonalnymi metodami. Dowiesz się też, że jest
 sporo innych metod na zwiększenie sprawności silnika.

 Pozdrawiam, r.


5 Maj 2002, 08:30
Tomasz Szcześniak


Juppi. Tylko, ze w tym momencie to siejesz ciezkiego FUD-a, porownujac
stare, zazwyczaj wlasnie kosztowne radia z dzisiejsza _popularna_



Kiedyś nie było tanich radiów, wszystkie były drogie, tylko że niektóre
bardzo :) Ale radia z tych najtańszych, sprzedawanae za ca. 200zł (pod koniec
lat 30-tych) też grają do dzisiaj, są jednak dość rzadkie, jednak z innych
powodów niż ich padliwość. Po prostu były mniej popularne, najwięcej
produkowali odbiorników 'klasy średniej', a te najtańsze (i najprostsze)
najszybciej się wykruszały i często wychodziły z eksploatacji już krótko
po wojnie.


5 Maj 2002, 08:30
Tomasz Szcześniak


| Tak. I to sporo. Dokladniej, jest on w kakao, wiec im wiecej procentowa
| czekolada, tym lepiej.
| To co w kawie zabija magnez? Albo inaczej - czy cola też szkodzi w ten sam
| sposób jak kawa?
| Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.
Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?



AFAIK nie, ale nie jestem żywieniowcem.


5 Maj 2002, 08:30
Tomasz Szcześniak


| Miałem okazję odżywiać się przez pewien czas 'normalną' żywnością, bez
| chemii,
| dodatków 'uszlachetniających' ect syfu. Do uzupełniania braków witamin służy
| urozmaicenie diety a nie tylko pizza i hamurgery.
A może pamiętasz jak wyglądały warzywa i owoce za czasów PRL-u,
kiedy dobrej jakości nawozy i pestycydy były mało dostępne?



Nie narzekałem, kupowałem w małym prywatnym sklepiku pod domem.


5 Maj 2002, 08:35
Bart Ogryczak




| A kiedy zadebiutował _działający_ GDI?

|  Masz na myśli bezpośredni wtrysk paliwa do cylindra silnika
|  niskoprężnego? Messerschmitt Bf 109 wystarczy?

| _Działający_. Tj. zużywający mniej paliwa, przy większej mocy,
| a nie tylko zwiększający moc.

 Bart przestań się motać, skoro wiedzę o silnikach spalinowych
 czerpiesz z prospektów. Ten silnik działał: jak najbardziej
 zamieniał energię zawartą w paliwie na moment obrotowy
 przekazywany na śmigło. Paliwo było wtryskiwane bezpośrednio do
 cylindrów. Wiesz po co miał wtrysk? By mógł działać *w każdej
 pozycji*. Jeśli zaś przestaniesz czytać tylko fajne prospekty, a
 zagłębisz się trochę teorię silników spalinowych, to zrozumiesz
 dlaczego ten GDI jest stosunkowo oszczędny (dokładne sterowanie)
 i dlaczego jakoś nie ma wysypu silników o wtrysku bezpośrednim



Nie ma? To dlaczego droższe modele wszystkich marek mają silniki GDI
(choć sama nazwa GDI jest ZTCP, [tm] któregoś z japońskich koncernów).

 (bo wtrysk do komory poważnie utrudnia tworzenie homogenicznej
 mieszanki paliwowo-powietrznej, komplikuje budowę głowicy,
 wymaga drogich, odpornych na wysokie ciśnienia i temperaturę
 elementów, które na dodatek muszą pracować na sucho, bo benzyna
 w przeciwieństwie do oleju napędowego nie posiada praktycznie
 żadnych właściwości smarnych),



Wiesz, rzecz w tym, że nowe technologie pozwalają wziąć stare
pomysły i spowodować, że działają. Podczas, gdy kiedy je wymyślani
działały, ale tak sobie. Sam pomysł bezpośredniego wtrysku owszem
jest stary, ale dopiero teraz działa dobrze. Samoloty będące samym
skrzydłem bez pionowych stateczników -- pomysł jeszcze z czasów II WŚ.
A dopiero komputerowe sterowanie umożliwiło sensowną realizację.
I tego typu przykłady można mnożyć.

 a podobne efekty można uzyskać
 bardziej konwencjonalnymi metodami. Dowiesz się też, że jest
 sporo innych metod na zwiększenie sprawności silnika.



Kwestia na ile są opłacalne.

bart


5 Maj 2002, 09:00
Krzysztof Zietara


| Podobno kofeina wypłukuje magnez z organizmu, więc wychodzi na to że CC też.

| Tzn. czekolada nie zawiera kofeiny?

| A z jakiej okazji miałaby?

To co takiego dobrego zawiera czekolada?



Tłuszcz kakaowy. A od chemicznobiologiocznej strony nie pamiętam.

I dlaczego kojarzy mi się w działaniu
z kawą?



Nie mam zielonego pojęcia...

Tarhimdugurth


5 Maj 2002, 09:00
Krzysztof Zietara


| A z jakiej okazji miałaby?

Z takiej, że zawiera. Bo jest z kakao, które też zawiera.



O, ciekawe. Skąd ta informacja?

bart



Tarhimdugurth


5 Maj 2002, 09:05
Bart Ogryczak


| A z jakiej okazji miałaby?
| Z takiej, że zawiera. Bo jest z kakao, które też zawiera.
O, ciekawe. Skąd ta informacja?



http://wiem.onet.pl/wiem/000169.html

bart


5 Maj 2002, 10:09
Robert Redziak



|  Bart przestań się motać, skoro wiedzę o silnikach spalinowych
|  czerpiesz z prospektów. Ten silnik działał: jak najbardziej
|  zamieniał energię zawartą w paliwie na moment obrotowy
|  przekazywany na śmigło. Paliwo było wtryskiwane bezpośrednio do
|  cylindrów. Wiesz po co miał wtrysk? By mógł działać *w każdej
|  pozycji*. Jeśli zaś przestaniesz czytać tylko fajne prospekty, a
|  zagłębisz się trochę teorię silników spalinowych, to zrozumiesz
|  dlaczego ten GDI jest stosunkowo oszczędny (dokładne sterowanie)
|  i dlaczego jakoś nie ma wysypu silników o wtrysku bezpośrednim

Nie ma? To dlaczego droższe modele wszystkich marek mają silniki GDI
(choć sama nazwa GDI jest ZTCP, [tm] któregoś z japońskich koncernów).



 A nie chrzani Ci się coś z common-railem np? Jak do tej pory to
 tylko Mistu szeroko sprzedaje auta z silnikami GDI (pomińmy
 rynek japoński -- tam sa takie zabawki, że przeciętnemu
 Europejczykowi się to w głowie nie mieści, ale te zabawki nigdy
 nie wyjdą poza rynek japoński) z bezpośrednim wtryskiem paliwa w
 silniku benzynowym. Ale nawet taki flagowy pojazd jak Mitsu
 Lancer Evo VII ma normalny wtrysk do kolektora ssącego. Toyota
 jakoś nie chwali się pojazdem z bezpośrednim wtryskiem benzyny.
 Subaru też nie znalazłem. Honda głównie bawi się w swoje
 szybkoobrotowe jednostki -- w takich silnikach bezpośredni
 wtrysk też się nie sprawdza, bo paliwo ma za mało czasu
 wymieszanie się z powietrzem. Natomiast sporo firm bardzo
 chętnie chwali się rozwiązaniami hybrydowymi (czasem też w
 połączeniu z wtryskiem bezpośrednim). Od razu uprzedzę
 ewentualne pytanie: napęd hybrydowy to też żadna nowinka: miały
 go łodzie podwodne z okresu IIWS -- diesle i silniki
 elektryczne.

|  (bo wtrysk do komory poważnie utrudnia tworzenie homogenicznej
|  mieszanki paliwowo-powietrznej, komplikuje budowę głowicy,
|  wymaga drogich, odpornych na wysokie ciśnienia i temperaturę
|  elementów, które na dodatek muszą pracować na sucho, bo benzyna
|  w przeciwieństwie do oleju napędowego nie posiada praktycznie
|  żadnych właściwości smarnych),

Wiesz, rzecz w tym, że nowe technologie pozwalają wziąć stare
pomysły i spowodować, że działają. Podczas, gdy kiedy je wymyślani



 Ale utrzymywanie, że pięćdziesiąt lat temu była czerń, zabobon,
 a myśl techniczna stała na poziomie kamienia łupanego i dopiero
 boskie lata dziewięćdziesiąte óswieciły nas wszystkich jest
 *poważnym* *nadużyciem*.

działały, ale tak sobie. Sam pomysł bezpośredniego wtrysku owszem
jest stary, ale dopiero teraz działa dobrze. Samoloty będące samym



 Tak, tak. Myśliwce podczas drugiej wojny światowej spadały na
 ziemię zaraz po starcie bez udziału wroga, a Mercedesy 300SL
 ,,gullwing'' przestawały jeździć zaraz po wyjechaniu z salonu,
 albo przekroczeniu linii startu. Wróć do swoich zabawek, bo jak
 widać, w silnikach spalinowych nie umiesz. Dokładne sterowanie
 pozwala tylko zbliżyć się do ideału silnika oszczędnego i
 możliwie mało trującego (zresztą dzięki temu dzisiejsze silniki
 zachowują się gorzej niż ich bezpośredni poprzednicy z
 poprzedniej generacji -- niby na papierze osiągi są podobne, ale
 w rzeczywistości są mniej dynamiczne), natomiast nie jest
 warunkiem koniecznym do tego, by silnik z bezpośrednim wtryskiem
 raczył w ogóle działać.  A dokładnemu sterowaniu nigdy się nie
 sprzeciwałem, potwierdziłem, że właśnie to przyniosły ostatnie
 lata.

skrzydłem bez pionowych stateczników -- pomysł jeszcze z czasów II WŚ.
A dopiero komputerowe sterowanie umożliwiło sensowną realizację.
I tego typu przykłady można mnożyć.



 Rozumiem, że sukcesy sportowe 300SL nie były sensowną realizacją
 wtrysku bezpośredniego? Że wtrysk nie sprawdził się w
 myśliwcach? W przeciwieństwie do latających skrzydeł, które
 wtedy były w stadium eksperymentów (patrz, a jednak znów pomysł
 z czasów technicznego średniowiecza), to silniki z wtryskiem
 paliwa do cylindra były używane w zastosowaniach
 ,,produkcyjnych''.

|  a podobne efekty można uzyskać
|  bardziej konwencjonalnymi metodami. Dowiesz się też, że jest
|  sporo innych metod na zwiększenie sprawności silnika.

Kwestia na ile są opłacalne.



 Chcesz powiedzieć, że dodanie turbosprężarki do silnika jest
 znacznie bardziej skomplikowane od zaprojektowania nowoczesnego
 silnika z wtryskiem bezpośrednim? Nie jest. Natomiast popatrz
 sobie, jak wygląda głowica silnika z wtryskiem bezpośrednim:

 http://world.honda.com/news/1997/c970919a.html
 (http://world.honda.com/news/1997/image/c970919a_4.gif)

 dodaj sobie większą masę tłoków (i co z niej wynika) i boczne
 ustawienie świecy (i co z niego wynika). Do tego jeszcze V-TEC w
 głowicy i nagle okaże się, że głowica jest większa niż blok
 silnika (bo bardziej skomplikowana jest już od dawna).

 Pozdrawiam.


5 Maj 2002, 10:44
Tomasz Szcześniak


| Wyglądały? Różnie. Poza sezonem gorzej. Smakować bynajmniej gorzej nie
| smakowały.
podczas gdy teraz inne do gotowania, inne do pieczenia, jeszcze inne
na frytki. Jeden ogólnonadgniły gatunek cebuli, podczas gdy teraz kilka
różnych gatunków na sałatki, do gotowania itd. I tak z wieloma owocami
i warzywami.



I jeden model samochodu do wszystkiego, i jedyna dostępna linia lotnicza, i
jedna na cały kraj firma telekomunikacyjna, i jedna na cały kraj stacja TV.
To nie jest cecha lat tylko minionego ustroju. Żebyś się nie zdziwił ile było
odmian warzyw przed wojną.
BTW. Takich jabłek jak z przedwojennej koszteli to nigdzie nie jadłem.
Niestety piorun spalił to drzewo :(


5 Maj 2002, 10:44
Tomasz Szcześniak


Also sprach Tomasz Szcześniak:
::Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
:: Za to jakie wtedy radia były :(
:Duże, ciężkie, nieodporne mechanicznie i trzeszczące?
: Były też małe. Żabyś się nawet nie zdziwił, że w to potrafiło radio wejść :)
Jak małe? Takie jak najmniejsze powszechnie dostępne obecnie, tj. mniej
więcej 5x3x1 cm?



Naprawdę uważasz, że od tych lat nie było żadnego postępu? Odbiornik firmy PZT
model Echo D1 średnicy około 5cm, wysokości tyle samo, odbiór stacji loklanej
na falach długich lub średnich na słuchwki, odbiornik kryształkowy.

: Były  (w większości) duże, bo po pierwsze był to w zasadzie mebel i to nie
: tani, dzięki czemu miały elegencki wygląd i ozdabiały wnętrze. A już bardziej
: luksusowe modele to były niemalże dzieła sztuki (użytkowej) [1]
Elegancki [1] wygląd, ozdabia wnętrze, nie tani... mieliśmy mówić o radiach,
nie o Macintoshash.



Po prostu radia kiedyś nie kosztowały 10zł jak dzisiaj, i za te pieniądze
oczekiwano również wyglądu - czyli dobrego drewna na skrzynkę, dobrze
położonego lakieru, ładnej skali etc.

: W dużej skrzynce można było mieć duży głośnik [2]. Takie radio miało moc i
: audio
: około 3 - 4W (tyle dawała praktycznie wyłącznie używana w drugiej połowie
: lat
: 30-tych pentoda głośnikowa AL4), a można było robić imprezy w dużym pokoju
: na kilkadziesiąt osób i nie było za cicho.
Aparatem fotograficznym też można wbijać gwoździe. Radio to radio, nie
należy mylić go z piecem i kolumnami (na dodatek w jednym).



Były i dodtakowe wzmacniacze i głośniki. Jednak podział na tuner, wzmacniacz i
kolumny pojawił się trochę później, wraz z koncepcją zestawu typu 'wieża' i
stereofonią. Zapewniam cię, że imprezowało się przy nim tak samo jak dziś przy
Technicsie czy Sony.

: Co do trwałości może wystarczyć fakt
: że mam też radia ponad 70-letnie i nadal grają.
Nie jestem elektronikiem, ale mam silne przypuszczenia, że technika
solid state jest jednak trochę trwalsza od lamp.



Nie same lampy są w radiu. Lampy się regularnie (co kilka lat) wymianiało, a
naprawdę sporo odbioników ma jeszcze dziś oryginalne lampy.

: Na jakość dźwięku też nie mogę narzekać, zwłaszcza w superach. Remontuję
: właśnie mój nowy nabytek - Elektrit Super 5GZ, z 1934 roku - gra pięknie,
: był jednak w międzyczasie naprawiany i trochę mu zmieniono układ, przywracam
: go do oryginału.
Zwłaszcza w superach. Tak, oczywiście, nie da się ukryć, że Rolls Royce
z lat 30-tych ma o wiele lepsze parametry i jest ładniejszy od Fiata z lat
80-tych, ale to jeszcze nie powód, by twierdzić, że samochody z lat 30-tych
to ósmy cud świata.



Super to układ pracy odbiornika, z przemianą częstotliwości (pełna nazwa:
superheterodyna, skracana do supera). Odbiorniki innego typu tzw. reakzyjne
umożliwiały osiągnięcie równie dobrego dźwięku, wymagały jednak większej
wprawy w używaniu i miały ogólnie gorsze parametry (były to po prostu znacznie
prostsze układy).


5 Maj 2002, 12:22
Bart Ogryczak




|  Bart przestań się motać, skoro wiedzę o silnikach spalinowych
|  czerpiesz z prospektów. Ten silnik działał: jak najbardziej
|  zamieniał energię zawartą w paliwie na moment obrotowy
|  przekazywany na śmigło. Paliwo było wtryskiwane bezpośrednio do
|  cylindrów. Wiesz po co miał wtrysk? By mógł działać *w każdej
|  pozycji*. Jeśli zaś przestaniesz czytać tylko fajne prospekty, a
|  zagłębisz się trochę teorię silników spalinowych, to zrozumiesz
|  dlaczego ten GDI jest stosunkowo oszczędny (dokładne sterowanie)
|  i dlaczego jakoś nie ma wysypu silników o wtrysku bezpośrednim

| Nie ma? To dlaczego droższe modele wszystkich marek mają silniki GDI
| (choć sama nazwa GDI jest ZTCP, [tm] któregoś z japońskich koncernów).

 A nie chrzani Ci się coś z common-railem np?



Common-rail to do diesla.

 Jak do tej pory to
 tylko Mistu szeroko sprzedaje auta z silnikami GDI



Japoński rynek powiadasz, np. Alfa-romeo (GDI pod nazwą JTS),
Citroen i Peugot (pod nazwą HPi), Volvo. itd.
Wszystko w seryjnych samochodach, które są od dawna w sprzedaży.
Ale pewnie tylko w Japonii ;-P

[ciach przesadne podniecanie się]

bart


5 Maj 2002, 12:40
Tomasz Dymek


| Taż logiczne, że współczesne radia nie mogą działać przez lat ponad
| sześćdziesiąt, skoro powstały pięć albo dziesięć lat temu?



RR Problem w tym, że niektóre nie chcą działać po pięciu.

Problem jest taki: Jak zaprojektować urządzenie o takiej trwałości
żeby zepsuło się po trzech, pięciu lub siedmiu latach z błędem nie
większym niż 10-15%. I to zepsuło się tak żeby nie opłacało się tego
naprawiać. Z biegiem czasu projektanci i inżynierowie posiedli te
umiejętność. Urządzenia ma działać tylko tak długo aby użytkownik
zdążył przywiązać się do marki i nie zaraził się do niej. Potem ma się
zepsuć i zostać wyrzucone. A użytkownik ma kupić nowe *tej samej firmy*


5 Maj 2002, 15:15
Michał Półrola



| W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.

| Pasty z fluorem raczej nie.  Ani ceramicznych plomb i paru innych rzeczy.

Ceramiczne akurat chyba były, ale nie będe się spierał.



Myślę że wątpię :) światłoutwardzalne na pewno nie.

| Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/

Za to jakie wtedy radia były :( (Że o samochodach nie wspomnę :)



radia, ech :) ale na benzynę to bym nie zarobił...


5 Maj 2002, 15:22
Michał Półrola



| Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
| kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica
| magnetofonowa dziala doskonale. Podobnie z magnetofonem, ktory ojciec
| kupil mniej wiecej w tym samym czasie dla mnie, a ktory w tej chwili
| uzytkuje moje dziecko. Jasne, ze ja juz go nie chce - jest mono i na
| dodatek dzwiek ma nie tak fajny jak te nowsze, ale FUDy z piecioma
| latami to lekka przesada...

 Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
 półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
 albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi.



jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.
Mam 12-letni telewizor. Neptuna. ani razu nie był naprawiany.


5 Maj 2002, 16:24
Robert Redziak



| Za to jakie wtedy radia były :( (Że o samochodach nie wspomnę :)
radia, ech :) ale na benzynę to bym nie zarobił...



 Tania była -- kryzys paliwowy był czterdzieści lat później. ;)

 Pozdrawiam.


5 Maj 2002, 16:26
Robert Redziak



|  Jak do tej pory to
|  tylko Mistu szeroko sprzedaje auta z silnikami GDI

Japoński rynek powiadasz, np. Alfa-romeo (GDI pod nazwą JTS),
Citroen i Peugot (pod nazwą HPi), Volvo. itd.
Wszystko w seryjnych samochodach, które są od dawna w sprzedaży.



 Uhm. Tylko ta Alfa miała dopiero co premierę (JTS jest montowany
 w drugiej generacji 156). PSA też jakoś nie pcha tych silników
 do wszystkiego tak, jak Mitsu. Ale masz rację, już są. Tylko że
 to nadal nie zmienia faktu, że sam wtrysk bezpośredni ma więcej
 lat niż my razem wzięci -- a to o to w tej dyskusji chodzi.

 r.


5 Maj 2002, 16:28
Robert Redziak



|  Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
|  półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
|  albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi.
jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.



 Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
 jest firmą francuską. A co do tajwańskiego chłamu, to obecnie
 większość różnorakiego sprzętu z niskiej i średniej półki jest
 montowane na Tajwanie z uwagi na obniżenie kosztów produkcji.

 r.


5 Maj 2002, 16:39
Artur Maśląg 'futrzak'




|  Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
|  półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
|  albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi.
| jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.

 Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
 jest firmą francuską. A co do tajwańskiego chłamu, to obecnie
 większość różnorakiego sprzętu z niskiej i średniej półki jest
 montowane na Tajwanie z uwagi na obniżenie kosztów produkcji.



Ja kupiłem 2 lata temu taki 'kombajn do czereśni' firmy Philips
- jeden z najdroższych (~900 PLN) na działkę - CD działało 3 tygodnie,
naprawa miesiąc. Z silnikami GDI ostatnio problem miał chyba VW.


5 Maj 2002, 16:48
Bart Ogryczak


| Japoński rynek powiadasz, np. Alfa-romeo (GDI pod nazwą JTS),
| Citroen i Peugot (pod nazwą HPi), Volvo. itd.
| Wszystko w seryjnych samochodach, które są od dawna w sprzedaży.

 Uhm. Tylko ta Alfa miała dopiero co premierę (JTS jest montowany
 w drugiej generacji 156). PSA też jakoś nie pcha tych silników
 do wszystkiego tak, jak Mitsu.




 Ale masz rację, już są. Tylko że
 to nadal nie zmienia faktu, że sam wtrysk bezpośredni ma więcej
 lat niż my razem wzięci -- a to o to w tej dyskusji chodzi.



Wtrysk bezpośredni tak. Ale pomysł, że te tłoki mają być odpowienio
krzywe,  że benzynę wtryskuje się do sprężonego powietrza, że mają
robić się tam dokładnie takie wiry, żeby benzyna i powietrze układały
się warstwami? Chyba nie tak stary.

Równie dobrze, można by twierdzić, że telefony GSM to niewiel ponadto,
co wymyślił Marconi. W końcu to "tylko" transmisja głosu za pomocą fal
radiowych.

bart


5 Maj 2002, 16:50
Bart Ogryczak


| jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.

 Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
 jest firmą francuską. A co do tajwańskiego chłamu, to obecnie
 większość różnorakiego sprzętu z niskiej i średniej półki jest
 montowane na Tajwanie z uwagi na obniżenie kosztów produkcji.



Z niskiej półki, to raczej w Chinach (ludowych) i Malezji.
Tajwan zdążył wyrobić sobie lepszą markę.

bart


5 Maj 2002, 17:08
Robert Redziak



|  Uhm. Tylko ta Alfa miała dopiero co premierę (JTS jest montowany
|  w drugiej generacji 156). PSA też jakoś nie pcha tych silników
|  do wszystkiego tak, jak Mitsu.



 A gdzie tam. C5 HPi to dwulitrówka. Nad nim jest jeszcze 3.0V6.
 Zupełnie inna klasa samochodu. Takoż i 156 2.0JTS nie ma co
 porównywać z 156GTA.

|  to nadal nie zmienia faktu, że sam wtrysk bezpośredni ma więcej
|  lat niż my razem wzięci -- a to o to w tej dyskusji chodzi.

Wtrysk bezpośredni tak. Ale pomysł, że te tłoki mają być odpowienio
krzywe,  że benzynę wtryskuje się do sprężonego powietrza, że mają



 Zawsze musiały być ,,krzywe'' -- to znów nie tak, że przez
 blisko sto lat tłoki miały płaskie denka, a dopiero teraz lata
 dziewięćdziesiąte zesłały na nas właściwy kształt. Popatrz na
 diesle z wtryskiem bezpośrednim, benzynowce z wtryskiem
 bezpośrednim nie wzięły się z nikąd, ktoś postanowił
 przeszczepić idee z diesla do silnika niskoprężnego.

robić się tam dokładnie takie wiry, żeby benzyna i powietrze układały
się warstwami? Chyba nie tak stary.



 Spalanie uwarstwionej mieszanki też ma sporo lat, nawet w autach
 cywilnych. Tylko kiedyś inaczej się to uzyskiwało (patenty z
 dodatkowym zaworem, którym była wprowadzana bogata mieszanka w
 okolice świecy japończycy ponad dziesięć lat temu stosowali). To
 naprawdę nie jest nic nowego, teraz robi się to tylko dokładniej
 i nieco innymi środkami. Teoria silnika spalinowego znana jest
 od lat. Dziś tylko komputery pozwalają tym sterować dokładnie
 jak nigdy wcześniej, oraz przyspieszają wszelkie prace
 rozwojowe.

Równie dobrze, można by twierdzić, że telefony GSM to niewiel ponadto,
co wymyślił Marconi. W końcu to "tylko" transmisja głosu za pomocą fal
radiowych.



 Nie, nie, nie... Ja nie ograniczam silnika spalinowego do prac
 Otta, Diesla czy Sabathe.

 r.


5 Maj 2002, 17:12
Robert Redziak



|  większość różnorakiego sprzętu z niskiej i średniej półki jest
|  montowane na Tajwanie z uwagi na obniżenie kosztów produkcji.

Z niskiej półki, to raczej w Chinach (ludowych) i Malezji.
Tajwan zdążył wyrobić sobie lepszą markę.



 Na Tajwanie w tej chwili robi się też całkiem zacne rzeczy,
 tylko nie każdy chce to zauważyć. Przykładem są np. rowery --
 taki Giant prawie całą produkcję umieścił na Tajwanie.

 Pozdrawiam.


5 Maj 2002, 17:24
Michał Półrola



| Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
| półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
| albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi.

| jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.

 Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
 jest firmą francuską.



mea culpa, z Technicsem mi sie pomyliło.


5 Maj 2002, 17:45
Bart Ogryczak




|  większość różnorakiego sprzętu z niskiej i średniej półki jest
|  montowane na Tajwanie z uwagi na obniżenie kosztów produkcji.

| Z niskiej półki, to raczej w Chinach (ludowych) i Malezji.
| Tajwan zdążył wyrobić sobie lepszą markę.

 Na Tajwanie w tej chwili robi się też całkiem zacne rzeczy,
 tylko nie każdy chce to zauważyć. Przykładem są np. rowery --
 taki Giant prawie całą produkcję umieścił na Tajwanie.



Zresztą to chyba oczywiste. Nie mają takich zasobów (w tym ludzkich),
jak ChRL, więc nie mogą konkurować ilością wytworzonego towaru.
Musieli postawić na jakość i zaawansowanie techniczne. Co zresztą
im się udało.
Gdyby jeszcze nauczyli się wykupować domeny .com i .net zamiast
*.tw ;-

bart


5 Maj 2002, 17:47
Bart Ogryczak


| Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
| półtora roku. A to się zawiesi, a to postanowi nie oddać płyty,
| albo też niektórych CD-ków specjalnie nie lubi.
| jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.
|  Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
|  jest firmą francuską.
mea culpa, z Technicsem mi sie pomyliło.



Technics to akurat marka Matsushity. Droższa odmiana Panasonica.
Więc nie tajwański, tylko japoński i nie zupełnie chłam.
Ale poza tym się wszystko zgadza ;-

bart


5 Maj 2002, 17:54
Bart Ogryczak



 A gdzie tam. C5 HPi to dwulitrówka. Nad nim jest jeszcze 3.0V6.
 Zupełnie inna klasa samochodu. Takoż i 156 2.0JTS nie ma co
 porównywać z 156GTA.



Eh... modele, nie wersje..

|  to nadal nie zmienia faktu, że sam wtrysk bezpośredni ma więcej
|  lat niż my razem wzięci -- a to o to w tej dyskusji chodzi.

| Wtrysk bezpośredni tak. Ale pomysł, że te tłoki mają być odpowienio
| krzywe,  że benzynę wtryskuje się do sprężonego powietrza, że mają

 Zawsze musiały być ,,krzywe'' -- to znów nie tak, że przez
 blisko sto lat tłoki miały płaskie denka, a dopiero teraz lata
 dziewięćdziesiąte zesłały na nas właściwy kształt. Popatrz na
 diesle z wtryskiem bezpośrednim, benzynowce z wtryskiem
 bezpośrednim nie wzięły się z nikąd, ktoś postanowił
 przeszczepić idee z diesla do silnika niskoprężnego.
| robić się tam dokładnie takie wiry, żeby benzyna i powietrze układały
| się warstwami? Chyba nie tak stary.

 Spalanie uwarstwionej mieszanki też ma sporo lat, nawet w autach
 cywilnych. Tylko kiedyś inaczej się to uzyskiwało (patenty z
 dodatkowym zaworem, którym była wprowadzana bogata mieszanka w
 okolice świecy japończycy ponad dziesięć lat temu stosowali). To
 naprawdę nie jest nic nowego, teraz robi się to tylko dokładniej
 i nieco innymi środkami. Teoria silnika spalinowego znana jest
 od lat. Dziś tylko komputery pozwalają tym sterować dokładnie
 jak nigdy wcześniej, oraz przyspieszają wszelkie prace
 rozwojowe.



Wiesz, ja nie twierdzę, że to wszystko powstało w próżni. Ale
ktoś to wszystko musiał połączyć, dodać cyfrowe sterowanie itd.
Przecież prawie każda nowa technologia bazuje na jakiejś starej.
Ale mimo to, uważam że można nazwać ją nową.

| Równie dobrze, można by twierdzić, że telefony GSM to niewiel ponadto,
| co wymyślił Marconi. W końcu to "tylko" transmisja głosu za pomocą fal
| radiowych.
 Nie, nie, nie... Ja nie ograniczam silnika spalinowego do prac
 Otta, Diesla czy Sabathe.



A silnik z 1908 r. to kto tu przytoczył ;-
Przynaję Ci rację, wszystkie podstawy były już kiedyś.
Ale nie bez powodu zapytałem o działającą technologię.
Tak samo jak kuchenka mikrofalowa była opatentowana w
latach 40-tych, ale dla ZU dostępna była dopiero 40 lat później.

bart


5 Maj 2002, 19:27
Sławomir Białek


| Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma
| jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.
|  Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
|  jest firmą francuską.
mea culpa, z Technicsem mi sie pomyliło.



 Technics tajwańskim chłamem? :)

 --c


6 Maj 2002, 03:00
Kacper Pleszkun


| Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
| kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica
No tak.. 20 lat temu...
Ja też mam telewizor Sanyo - 15 lat, intensywnie eksploatowany
(nie przeze mnie) i działa bez problemu. Ale radiomag. philipsa,
które ma niecałe 2 lata juz szlag trafia. Radiomag. Sony już trafił,
prawie równie młody. Świat schodzi na psy :)



Z punktu widzenia producenta idealnym sprzętem byłby taki, który dzień
po upływie okresu gwarancji/rękojmi poszedłby do piachu. I, niestety,
większość producentów dąży do osiągnięcia tego ideału. :-/

Kacper


6 Maj 2002, 04:05
Michał Półrola



| | Przede mną stoi popularna wieża Thomsona (nie moja), która ma

| | jak się kupuje tajwański chłam to trudno się dziwić że nie działa.

| Ja to się może nie znam, ale mam dziwne wrażenie, że Thomson
| jest firmą francuską.

| mea culpa, z Technicsem mi sie pomyliło.

 Technics tajwańskim chłamem? :)



No może nie tajwańskim :)


6 Maj 2002, 04:06
Michał Półrola



| Coz, szczerze mowiac, to juz Twoj problem jakie kupujesz. Wieza Sanyo
| kupiona przez mojego ojca 20 lat temu gra nadal, ba, nawet glowica

| No tak.. 20 lat temu...
| Ja też mam telewizor Sanyo - 15 lat, intensywnie eksploatowany
| (nie przeze mnie) i działa bez problemu. Ale radiomag. philipsa,
| które ma niecałe 2 lata juz szlag trafia. Radiomag. Sony już trafił,
| prawie równie młody. Świat schodzi na psy :)

Z punktu widzenia producenta idealnym sprzętem byłby taki, który dzień
po upływie okresu gwarancji/rękojmi poszedłby do piachu. I, niestety,
większość producentów dąży do osiągnięcia tego ideału. :-/



Samsung jest w niektórych przypadkach całkiem blisko :/


6 Maj 2002, 04:41
Andrzej Bort


| Nie. Za to teraz, kurna, siedzę w cyberkawiarni i dowiedziałem się
| mailem, że będę miał urlop skrócony o parę dni, bo za wielką wodą
| przyśpieszyli pokaz pewnego filmu sajens fikszyn i muszę w sobotę o
| szóstej czterdzieści meldować się na lotnisku. Zgoda, że to fajnie że

| przefruwające wielką wodę w symboliczne paręnaście godzin, ale kurna
| wolałbym jednak mieć dłuższy urlop i np. płynąć gdzieś parę miesięcy
| statkiem (na koszt firmy).
| Szkoda, ze Titanic skonczyl juz swoja kariere.
Pasażerowie pierwszej klasy się uratowali.



Nie wszyscy (93% kobiet i 31% mężczyzn). I nie tylko (z drugiej
klasy odpowiednio 81% i 10%). Poza tym, była jeszcze załoga (acz
to wykluczamy, bo żeby napić się piwa nie trzeba kupować browaru,
niemniej jeśli chodzi o dryf temetyczny, warto wspomnieć).
(dane wzięte z http://www.titanic.com/get.php?id=5)

A poza tym, ponieważ jesteś facetem, musiałbyś zmienić płeć, by
znacząco zwiększyć swoje szanse uratowania się.

A samoloty też się wszak
rozbijają od czasu do czasu.



Samochody też. Takoż pociągi i inne środki lokomocji. Ba, można
zostać zabity idąc pieszo na ulicy. I wcale nie mówię tu o bliskim
spotkaniu trzeciego stopnia z kijem bejzbolowym.

Andrzej


6 Maj 2002, 05:37
January Weiner

[ Wojciech Orlinski ]

| Nie opłaca się. Wolałbym pałac, buicka rocznik 1936 i pięcioosobową służbę.

| No tak, ale Ty jesteś sybarytą, i jeśli tylko masz pałac, to nie będzie Ci
| przeszkadzał brak opieki medycznej,
Może po prostu się nie rozchoruję? Teraz jakoś mi niespecjalnie pomaga
istnienie opieki medycznej.



A może po prostu nie będziesz miał ochoty na pizzę?  A może po prostu nie
będziesz lubiał podróży samolotem, i wolał tłuc się kolaską? Etc.  

Mnie niedawno usunęli ósemki, i powiem Ci -- zanim poszedłem do dentysty,
przeżyłem kilka najbardziej nieprzyjemnych dni w życiu; a i o samej
operacji -- ze względu na wadę zgryzu -- nie wyobrażam sobie bez
znieczulenia i tych wszystkich miłych rzeczy związanych z wizytą u
nowoczesnego lekarza (niskie ryzyko zakażenia, porządny, ale bardzo słaby
rentgen, ubezpieczenie socjalne, małe, białe tabletki nie niszczące
organizmu i nie wywołujące uzależnienia, a mimo to zabijające ból itd.).

Znieczulenie miejscowe wynaleziono stosunkowo niedawno, a i wtedy było ono
-- w porównaniu z dzisiejszymi możliwościami -- potwornym barbarzyństwem.

Jeśli chodzi o Twoje `wypłynięcie' czy `odbicie się od dna', to zakładając,
że w XIX wieku pochodziłbyś z ubogiej rodziny, Twoje szanse na przeżycie w
ogóle do wieku, w którym mógłbyś zacząć robić jakąkolwiek karierę, byłyby i
tak bardzo niskie.

Przychodzi mi zresztą mnóstwo innych argumentów -- ja w swoim krótkim życiu
widziałem więcej krajów, znam więcej języków i przeczytałem więcej książek
niż przeciętny brytyjski dziewiętnastowieczny arystokrata, o
dorobkiewiczach nie wspominając; przy swoich znikomych umiejętnościach
wspinaczkowych robię przepiękne drogi, które ledwie czterdzieści lat temu
uchodziły za niewykonalne; wynaleziono pigułkę antykoncepcyjną (wielkie,
naprawdę: wielkie odkrycie) i Goretex; ateista nie jest wyrzutkiem;
łatwość, z którą mogę zmieniać kraj, w którym żyje, była dawniej dostępna
bardzo nielicznym; jakość kosmetyków (np. odżywka do włosów);
jechałem już samochodem szybciej, niż ktokolwiek przed drugą wojną
światową; w samochodzie grała zaś muzyka ustępująca jakością tylko salom
koncertowym.

Właśnie: muzyka.  Tamten świat, sprzed stu lat -- on musiał być tak
boleśnie pozbawiony muzyki.  Zwłaszcza świat bogatych ludzi (bo w ubogich
dzielnicach zawsze słychać jakieś śpiewy).  Raz na tydzień koncert?  Od
czasu do czasu bal?  Dwa-trzy razy w tygodniu wieczór w knajpie z muzyką?
Pah.  Ja mam codziennie kolację przy muzyce, muzyka towarzyszy mi w pracy,
w samochodzie, co więcej: w każdej chwili mam olbrzymi wybór tego, czego
chcę słuchać.  A na koncerty i tak chodzę.

| Ja: Nie lubię mango, bo są za słodkie.
| Ty: Bardziej od innych? Zwłaszcza lichi?
| Ja: Jedno drugiemu nie przeszkadza.
| Ty: Znaczy, nie lubisz owoców jako takich?

| Nie, to znaczy, że istnieje szereg krzykliwych, nachalnych filozofii, i pm
| jest jedną z tych właśnie krzykliwych, nachalnych filozofii, a ja nie lubię
| krzykliwych, nachalnych filozofii.
A są jakieś niekrzykliwe i nienachalne? Filozofia sama w sobie jest namolna.



A owoce same w sobie są słodkie (a mimo to lichi są dla mnie *za* słodkie).
Reprezentujesz tutaj czarno-białą klasyfikację typową dla postmodernizmu
i stojącą w sprzeczności z postulowanym ponoć relatywizmem.  To rozumowanie
na zasadzie "nic nie jest bezwzględnie głośne; a więc wszystko jest w
jakimś tam stopniu głośne, a więc rozróżnianie stopni głośności nie ma
sensu, a więc pojęcie głośności traci sens", i całe szczęście, że takiej
fiłozofii nie stosują producenci sprzętu HiFi.

| Mniejsza o to.  Nabokov zaś się bawił, nie udawał, że robi cokolwiek innego
| -- tyle, że nie bawił się kawałeczkiem sznurka, a czytelnikiem.
| Zaskoczyłeś mnie swą niechęcią do tego pisarza -- znając styl jego i styl
| Twój, znając trochę Twoje czytelnicze i filozoficzne upodobania byłem
| święcie przekonany, że jest jednym z Twoich ulubionych pisarzy.  Oto, jak
| mało wiem.
E, spoko - nie mówię, że nie lubię, tylko że za słabo znam, żeby dysputować.



A to polecam.

A szkoda, bo to ciekawy temat.



`Filozofii nie kumam, polityki nie rozumiem'.  Grepowanie gzipów nie nudzi
mnie tak bardzo jak filozofia -- z drugiej strony, kiedy przeczytam tyle
książek o grepowaniu gzipów, co przeczytałem o filozofii, może też się
znudzę.  Moje szukanie sensu w filozofii przypominało Puchatka szukającego
Prosiaczka: `Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam
nie było'.

j.


6 Maj 2002, 05:40
January Weiner

[ Robert Redziak ]

 Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
 wyglądem. Poza tym jest jeszcze sporo egzemplarzy, które pracują
 -- to chyba dobrze świadczy o jakości wyrobów z tamtego okresu w
 przeciwieństwie do większości masowej produkcji z lat obecnych.



Dalej takie są.  Kogo było stać na radio w 1930 (nie: w 1936, bo
Volksempfänger nie był ani drogi, ani ładny), tego stać też teraz na ładne
radio.

j.


6 Maj 2002, 05:40
January Weiner

[ Robert Redziak ]

 To już wiem, skąd się biorą te wynalazki świecące wszystkimi
 kolorami jak koraliki z odpustu, uchodzące za sprzęt grający.
 Pozostanę jednak zwolennikiem wzornictwa przemysłowego sprzed
 lat.



Nie ma problemu: pełno jest takiego wzornictwa.  Wystarczy poszukać.

j.


6 Maj 2002, 05:47
Marcin Pasternak


[1] -- już nie pamiętam, ale to był chyba wzmacniacz z górnej
półki -- tak, miał pasmo przenoszenia do 80kHz.



Model specjalny dla psów i kotów [1]?

Marcin
[1] Kot znajomych uwielbia To Rococo Rot, nie tylko muzykę, teledyski też.


6 Maj 2002, 06:09
Robert Redziak

On 6 May 2002 09:37:29 GMT, January Weiner

jechałem już samochodem szybciej, niż ktokolwiek przed drugą wojną
światową;



 Jechałeś ponad 484km/h? ;)

 Pozdrawiam.


6 Maj 2002, 06:21
Robert Redziak

On 6 May 2002 09:40:39 GMT, January Weiner

|  To już wiem, skąd się biorą te wynalazki świecące wszystkimi
|  kolorami jak koraliki z odpustu, uchodzące za sprzęt grający.
|  Pozostanę jednak zwolennikiem wzornictwa przemysłowego sprzed
|  lat.

Nie ma problemu: pełno jest takiego wzornictwa.  Wystarczy poszukać.



 Tak, ale to co kiedyś było niejako normalne, wręcz popularne,
 dziś można znaleźć tylko w sklepach dla snóbów za grube
 pieniądze lub w sklepach z antykami (często również za spore
 pieniądze, choć czasem trafiają się okazje). Pozostaje jeszcze
 oskubanie babci, jeśli ktoś jeszcze ma, poszukiwania pośród
 kolekcjonerów, bądź rozglądanie się po śmietnikach.

 Pozdrawiam.


6 Maj 2002, 06:53
Andrzej Bort


[ Robert Redziak ]
|  Ale przede wszystkim piękne i nie raziły swym ,,jednorazowym''
|  wyglądem. Poza tym jest jeszcze sporo egzemplarzy, które pracują
|  -- to chyba dobrze świadczy o jakości wyrobów z tamtego okresu w
|  przeciwieństwie do większości masowej produkcji z lat obecnych.
Dalej takie są.  Kogo było stać na radio w 1930 (nie: w 1936, bo
Volksempfänger nie był ani drogi, ani ładny), tego stać też teraz na ładne
radio.



...o ile jeszcze żyje. ;-

Andrzej


6 Maj 2002, 07:20
Wojtek Piszczek


| Ja tam jestem wielkim fanem wzornictwa pt. czarna/srebrna skrzynka, bez
| obłych kształtów, z minimalną ilością gałek/przycisków/wyświetlaczy.

 Byłeś ostatnio w sklepie RTV? Czarne skrzynki bez obłych
 kształtów i pierdółek pozostały praktycznie tylko półkach z
 najdroższym sprzętem gdzie cały zestaw odpowiada rocznym
 dochodom przeciętnego zjadacza chleba. Wzornictwo sprzętu
 taniego, tudzież nawet tego ze średniej półki zeszło na psy.



Można zawsze coś wybrać. Rok temu nabyłem amplituner Yamaha, czarny,
nieobły, i display w jednym, bursztynowym kolorze. Żadnych
fintifluszków, 3D VU meterów, i innych takich tam. I wcale nie górna
półka.


6 Maj 2002, 09:24
Bart Ogryczak


| A samoloty też się wszak
| rozbijają od czasu do czasu.

Samochody też. Takoż pociągi i inne środki lokomocji. Ba, można
zostać zabity idąc pieszo na ulicy. I wcale nie mówię tu o bliskim
spotkaniu trzeciego stopnia z kijem bejzbolowym.



Można też zupełnie przypadkiem przewrócić na siebie automat z colą.
Albo omyłkowo napić się płynu hamulcowego.

bart


6 Maj 2002, 11:39
Ewa Pawelec



| A z jakiej okazji miałaby?

| Z takiej, że zawiera. Bo jest z kakao, które też zawiera.
O, ciekawe. Skąd ta informacja?



Bo sie Bartowi popierdzielily metyloksantyny. Kakao zawiera IIRC
teobromine, nie kofeine. W przeciwienstwie do teiny, tej w herbacie,
teobromina od kofeiny rozni sie nieco dzialaniem, chociaz troche tez
pobudza.

EwaP HF FH


6 Maj 2002, 12:00
Krzysztof Zietara


| A z jakiej okazji miałaby?
| Z takiej, że zawiera. Bo jest z kakao, które też zawiera.
| O, ciekawe. Skąd ta informacja?

http://wiem.onet.pl/wiem/000169.html



No dobra już, dobra. Ale to śladowe ilości są. Teobromina się liczy.

bart



Tarhimdugurth


6 Maj 2002, 13:47
Sławomir Białek


Samsung jest w niektórych przypadkach całkiem blisko :/



 No, rozmawiamy o firmach, które przynajmniej stwarzają
 pozory, że się starają. Samsung nawet o pozory się nie stara :)

 --c


6 Maj 2002, 17:22
Tomasz Szcześniak



| | W 1936 roku było chyba coś do mycia zębów.
| Pasty z fluorem raczej nie.  Ani ceramicznych plomb i paru innych rzeczy.
| Ceramiczne akurat chyba były, ale nie będe się spierał.
Myślę że wątpię :) światłoutwardzalne na pewno nie.



No i co, że nie było światłoutwrdzalnych? A zresztą ja i tak do dentysty nie
chodzę :)

| Zresztą pomijając wszystko inne to w '36 raczej bym życ nie chciał :/
| Za to jakie wtedy radia były :( (Że o samochodach nie wspomnę :)
radia, ech :) ale na benzynę to bym nie zarobił...



Jaką beznynę? Obrok dla konia! ;)


6 Maj 2002, 17:23
Tomasz Szcześniak

Dnia 6 May 2002 09:40:07 GMT, January Weiner

Dalej takie są.  Kogo było stać na radio w 1930 (nie: w 1936, bo
Volksempfänger nie był ani drogi, ani ładny), tego stać też teraz na ładne
radio.



VE301 to nie ten kraj, u nas go nie było, a jeżeli był to po cenach rynkowych.
Odbiornik kryształkowy w 1930 roku to około 30zł. Prosty lampowy - od 200zł, a
jak ktoś kupił używany to taniej. FAkt, że nie był wtedy wygodny w obsłudze,
ani specjalnie 'dobajerzony'.



Strona 1 z 21, 2


Powiązane tematy

safari a sprawa polska
OT (a może nie): Coś dla p coa
OO a Office XP - ma ktos ochotę?
Jasna cholera...
Nowe znaczy gorsze?
modyfikowanie jadra Linuxa - codziennie rano od 8 do 9.30
OpenOffice 641C
Embedded Linux czy Windows CE .NET?
zabezpieczenie w2k i office
Linuksiaki tak naprawdę używają Windows
Advocacon?
Cholerne typy plikow (MacOS)
Plamy na sloncu (byl faszyzm)
Linux na rynku serwerow
Pralki
Baza tematów z grup dyskusyjnych @@ Indeks
Linki,